Teraz Rose musiała znosić tych wszystkich ludzi którzy
jechali z nią tramwajem. Na przeciwko siedziała starsza pani, obok jakiś
chłopak a po lewej matka z córką. I to właśnie tego widoku Rose nie mogła
znieść najbardziej. Mamy i jej dziecka. Obie takie uśmiechnięte. Rozmawiają.
Rose miała już dość. Zamknęła oczy i po chwili zapadła w sen.
Mikyela zaczęła biec. Biegła i krzyczała. "Jaki piękny jest
ten świat"
Przed chwilą dowiedziała się że w szkole do której jutro jedzie
można zabrać zwierzęta. Wbiegła do domu. Po schodach w górę i w kierunku swojego
pokoju. Na łóżku wylegiwały się 2 psy.
- Lemy, Ami słyszałyście! Zabieram was do szkoły- wykrzyknęła
dziewczyna i zaczęła głaskać swoich czworonożnych przyjaciół. Po chwili
otworzyła gwałtownie swoją wielką brązowa szafę i wyciągnęła z niej wielką
walizkę.
- No to co? Jutro rano jedziemy?
- A jak żyje dotąd nie widziałam piękniejszego słońca i morza i
rzeki.
A ta woda taka lśniąca.
A ta róża tak pachnąca!
A ta gwiazda…
Summy recytowała głośno i wyraźnie na scenie. Wszystkie oczy patrzyły się tylko na nią. "Jaka z niej wspaniała aktorka!" - słychać było szepty. "Jaki talent".
Kiedy ukłoniła się w całej sali słychać było tylko głośne klaskanie.
Zeszła ze sceny. Koleżanki jej gratulowaly i ściskały. Koledzy podawali ręce i gratulowali. Nauczyciele gratulowali. Rodzice gratulowali. Siostra gratulowała.
Wszyscy.
Dosłownie wszyscy.
Gratulowali.
"Cholera"- przeklnęła szeptem Summy kiedy zmęczona wsiadła do autobusu. Mogła jechać z rodzicami i z siostrą ale odmówiła. Powiedziała że ma coś do zrobienia. Nikt się nie pytał o co chodzi. Kiedy odchodziła słyszała jeszcze cichy śmiech i szept mamy: "Pewnie chłopak"
"Cholera"- powiedziała tym razem nico głośniej. Jakaś starsza pani spojrzała na nią.
"Jutro" - pomyślała Summy - "Jutro jadę do szkoły z internatem. Jutro na reszcie będę wolna"